wtorek, 24 lutego 2015

Lans na stalkera


Nie mogłam się powstrzymać. Prowokuję tytułem. Z premedytacją. (Czy premedytacja to coś, co ma miejsce przed okresem i stanem wyciszenia i relaksu?! Przed metycją? Whatever). Nie mogę i już więcej nie chcę udawać, że nic się nie dzieje i że wszystko jest OK. Nie jest.
Od października 2006-go roku nęka mnie jeden gość. W sumie żaden z niego "gość". Raczej zwykły frajer. A może ... biedny, chory człowiek? Terminologia nie jest tu na szczęście kwestią kluczową.

Za to w polskim prawie kluczową rolę odgrywa absurd. Całkiem dużą liczbę epizodów przydzielono też niedociągnięciom. Te, w połączeniu z brakiem logiki, dają stan, którego boleśnie doświadczam. 

Nie opiszę tu całej historii. Pewnie niedługo się zbiorę i wreszcie zachęcona przez kilkoro znajomych wydam o mojej walce o własne życie książkę. Tu daję upust aktywnemu oburzeniu i informuję Was o zmianie mojego stanu emocjonalnego. Boję się i uważam, że aktualna sytuacja to skandal. 

Człowiek, który w styczniu 2015 r. prawomocnym postanowieniem sądu został skierowany na przymusowe leczenie psychiatryczne do zakładu zamkniętego na czas nieokreślony, okazuje się w dziwaczny sposób "migać się" od tego "wyroku". Wykazuje się sprytem i wykorzystuje wszystkie niedoskonałości polskiego prawa. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak długo jeszcze mam się rozglądać ze strachem wokół siebie. 

Byłam już twarzą kampanii społecznej przeciwko stalkingowi, wystąpiłam w mediach publicznych i prywatnych, pisano o tej sprawie w gazetach codziennych i magazynach. Rozgłos medialny sprawił, że na chwilę uwierzyłam, że to się naprawdę kiedyś skończy. Następnie rozciągana w czasie sprawa w sądzie i fakt, że stalker nie przestaje, a wręcz przeciwnie, pozwala sobie na coraz więcej, spowodowały, że podejmuję radykalne kroki. Z pewnością ich nie przeoczycie.

kampania ID Polska
Tymczasem coraz mocniej dociera do mnie, że nie wiem jak to jest żyć bez strachu i podejrzliwości. Nie pamiętam jak się czułam, zanim ten człowiek nieproszony wszedł w moje życie. Pewnie ma tu znaczenie moja naiwność, bo zapewne sama tego nie skontrolowałam. Nie przypuszczałam, że coś takiego może mnie spotkać. Przecież powiedziałam wyraźnie "nie". Powinno wystarczyć. Nie wystarczyło. W październiku ubiegłego roku minęło 9 lat odkąd ten człowiek po raz pierwszy wysłał mi maila. Czy sąd i policja czekają na okrągłą rocznicę? Ja nie będę czekać. To jedna trzecia (?!?!) mojego życia! Dosyć. 

Jednocześnie, jakimś cudem udało mi się nie wpaść w paranoję i właściwie sporo z Was nie wiedziałoby, że mam taki problem, gdyby nie informacja w mediach. Mam tu trochę dylemat. Z jednej strony nie chcę tym żyć, pisać takich postów (tym bardziej książek!), pokazywać się w roli ofiary. Kto lubi być ofiarą?! Ja nie. Z drugiej strony, jedynie konsekwentne działanie, głośne mówienie o tym i przyznanie, że to tragiczna sytuacja, mają szanse zostać usłyszane, zobaczone, zrozumiane. To cholernie trudne. Jestem silna, ale żyję w strachu. Wystawiam swoje życie na pokaz, a boję się kogoś, kto je ogląda. Nie chcę być zapamiętana jako "ta od stalkingu", ale jako pogodna dziennikarka, Extremama, z którą macie jak najlepsze skojarzenia. Nie chcę, żeby mój syn był wytykany palcem jako ten, który urodził się mając prześladowcę albo ten, który ma zawsze osobistego ochroniarza. Właśnie to mnie totalnie dobija. Dlaczego niewinne śliczne dziecko ma ponosić konsekwencje ułomnego sytemu? Czyjejś choroby psychicznej? I faktu, że wiele osób, które mogłyby coś z tym zrobić, zwyczajnie mają to gdzieś. "Przecież nigdy nic ci nie zrobił", "czy on jest faktycznie niebezpieczny?", "ale co on ci takiego pisze?"... Płakać mi się chce jak to słyszę. Inna sprawa, że nie mam czasu zaangażować się w ściganie tego człowieka, w wydzwanianie do mediów, do Trybunału w Strasburgu i innych, którzy może jeszcze nie słyszeli. Codziennie pracuję, robię obiad, sprzątam, opiekuję się moim dzieckiem. Walka ze stalkingiem musiałaby stanowić sens mojego życia. Nie zgadzam się na to. Jeśli będzie trzeba, wyjadę do innego kraju i zostawię to tak, jak jest. Byleby nie oddać życia swojego i Zachariasza jakiemuś obleśnemu typowi, opuszczonemu przez bliskich. Właśnie. 

Wiecie, że stalker, który nas nęka ma rodzinę? Ma rodziców, siostrę, brata. Ma dzieci i byłą żonę. Co robią ci wszyscy ludzie? Jego los jest im tak bardzo obojętny, że udają, że nic nie wiedzą? Niewiarygodne. Boję się o siebie i mojego synka. Czy Pani, Pani Matko Piotra S. i Pani, Pani była żono Piotra S., matko jego dzieci, wiecie jak to jest kochać swoje dziecko ponad wszystko i bać się o jego zdrowie i życie? A także o beztroski każdy dzień? W jaki sposób mam wychować Zachariasza w mieście, w którym mieszka człowiek, który śledzi każdy nasz krok, pisze do mnie wulgarne wiadomości o tym, co by należało ze mną zrobić lub co on chciałby mi zrobić, nazywając mnie przy tym tak, że Wam tych wyzwisk nie zacytuję? Ohyda. 

Jeśli to ma być lans, to ja się wypisuję. Wy, którzy uważacie, że przesadzam, że mi się w głowie poprzewracało i że nie mam na siebie pomysłu, delikatnie mówiąc, puknijcie się w czoło. Najwyraźniej ta premedytacja jest konieczna, aby przedrostek "pre" mógł zniknąć na dobre.

TU link do ostatniego materiału TVP

A TU na dole posta materiały archiwalne, choć w sumie wciąż na czasie, ech.


środa, 11 lutego 2015

Haczyk z pętelką od ziomka



Pisze do mnie jakiś kolo. Zaprasza do znajomych. "Lajkuje" mój profil. WTF?! Po chwili okazuje się, że to ziom Bronka, z którym siedziałam w jednej ławce w 3-ciej klasie podstawówki. Ziom ma na imię Janek i prawdopodobnie gdzieś już się kiedyś poznaliśmy. Pisze do mnie, bo też ma zajawkę. A zajawkowiczów, to wiecie co ja .... - KOCHAM.


niedziela, 1 lutego 2015

Endorfinomania



To był ekstremalnie dobry dzień. Nie było deski, ekstremalnych z definicji sportów, ani wycieczki za miasto. Mimo to, takie dni nie są "w miarę spoko". Takie dni są na maxa NAJLEPSZE.

czwartek, 29 stycznia 2015

MISS HIM



Coś mi nie pasuje. Nie jest tak, jak chcę żyć. To jakiś wyjątkowo trudny okres. Przełomowy? Tak sądzę. Nowa praca. Nowa sytuacja. Nowi ludzie. Nowa ja? Nieeeeeee.

środa, 21 stycznia 2015

KATHARSIS

The Crash Reel


Kocham deski i mam zajawkę. Uczę Zachariasza życia z pasją. A może by tak jednak rozwinąć w nim pasję do ... szachów? Mój 2,5-letni syn sam instynktownie wskakuje na deskorolkę. Naturalne będzie dla niego śmiganie na snowboardzie czy wake'u. Tylko jak ja to wytrzymam?

wtorek, 13 stycznia 2015

SLOPESTYLE czyli zajawka wzywa

kask - Quicksilver
gogle - Electric
bluza - FemiPLeasure
spodnie - Burton
buty - Salomon
deska i wiązania - Volkl

stok - Kartasiówka

Chcemy na dechę! Nosi nas. Mnie i Zachariasza. Odkąd mam nową pracę, a Zac sporo czasu spędza z nianią, nasze wspólne zajawki zeszły na dalszy plan. Do tego niedawna awaria Zuzanny (śruby, uszczelki, wydech, kolektor... WTF?!), mokra, niemal wiosenna zima w okolicy i depresja gotowa. Ratunku! Gorzej już nie będzie. Tfu tfu.

sobota, 10 stycznia 2015

Single is a state of soul (not a marital status).

Nie zapiszę się do grupy samotnych matek na Facebook'u. Nie, bo nie? Czy nie, bo jednak coś? Nie mam w zwyczaju dorabiać ideologii do prostych sytuacji. Tu jednak ROZKMINKA ma miejsce. Jestem rodzicem, który samodzielnie wychowuje swoje dziecko - to fakt. Jestem jednocześnie kobietą, która nie narzeka na brak zainteresowania ze strony mężczyzn - zaiste. Jestem człowiekiem, który ceni sobie wolność umysłu. Nie wgłębiając się w szczegóły mojej osobistej aktualnej sytuacji sercowej (choć gdybym się wgłębiła, pewnie "czytalność" mocno by wzrosła), zdarza się, że analizuję jak to jest z tym stanem singielskim i co to właściwie znaczy.